95 odpowiedzi. 29852 wyświetleń. Know. 4 minuty temu. witajcie! pewnie mnie niezle opiep.rzycie ze ten poscik, ale musze się komus wyzalic;/ jestem jedynaczką i mam 15 lat;/;/dobrze mi z tym i Dlaczego ludzie nie chcą mieć więcej dzieci? Coraz rzadziej decydujemy się na posiadanie dziecka. Aby nie dochodziło do wyludnienia, jedna Polka powinna urodzić co najmniej dwójkę dzieci. Według najnowszego raportu Europejskiego Biura Statystycznego – Eurostat w 2060 roku liczba ludności w Polsce zmniejszy się z 38 mln do 33 mln. Coraz więcej gwiazd publicznie przyznaje, że świadomie podjęły decyzje o rezygnacji z macierzyństwa. Nie chcę mieć dzieci. Mnie jest dobrze, tak jak jest. Poza tym trzeba mieć jeszcze Nie chcę ochrzcić dziecka, ale nie chcę też przez to tracić bliskich mi osób. Mama zapowiedziała, że jak nie ochrzczę córki, to się do mnie nie odezwie już nigdy, zresztą to samo powiedział mój ojciec. Kiedyś z własnego wyboru chodziłam do kościoła, ale zauważyłam w nim ogromne zakłamanie i uciekłam. . Nigdy nie mów nigdy. To zdanie trafnie podsumowuje nasze życie – nie wiesz co czeka za zakrętem – nawet jeśli tę samą drogę przemierzesz codziennie od kilku lat. Dlatego nie powinniśmy planować wszystkiego i zawsze. Chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz mu o swoich planach. A jednak ryzykuję i stwierdzam: nie chcę mieć więcej dzieci. Zwłaszcza, że powody mam poważne, bo swoje. Komplikacje po porodzie. Kolejny poród byłby po prostu ryzykowny, więc po co? Dlaczego miałabym ryzykować życie swoje, swojego dziecka i przyszłość dzieci, które już są na świecie? Czy to wystarczający argument za tym, że nie chcę mieć więcej dzieci? Sama przyznasz, że uświadomienie sobie ryzyka jest bardzo ważne i pomocne w podejmowaniu takich decyzji. Moja mama wiele razy mi mówiła, że trójka dzieci to tak „akurat”, a nie narzekałaby gdyby miała jeszcze jedno. I ja, jeszcze kilka lat temu chciałam mieć czwórkę dzieci. Po pierwszym porodzie krzyczałam, że żadnego więcej, potem gdy oprzytomniałam, chęci spadły do 3. Po porodzie numer dwa zgodnie z mężem stwierdziliśmy, że dwójka to dla nas optymalnie. Dla nas rodziców, dla naszych dzieci, dla naszego życia. Nie lubię być w ciąży. Hell yeah! Dlatego nie chcę mieć więcej dzieci! I know. Stan błogosławiony, koniki, kwiatuszki, tęcza i tony brokatu. Sorry, ale nie. Może jeśli ktoś ma predyspozycje do tego, żeby jego (jej!) ciążowy brzuch wyglądał jak piłka tenisowa, to ok. Mojemu bliżej było do tej piłki, na której się skacze podczas porodu. W obu ciążach, pomimo racjonalnego odżywiania i aktywności fizycznej w ilości, na jaką mogłam sobie pozwolić, mój rozmiar powiększył się z 38 do 44. Owszem, szybko się pozbyłam nadbagażu, tylko co z tego? Rozumiem i akceptuję, że są kobiety, które w ciąży mogłyby chodzić zawodowo. Ich cera i włosy z dnia na dzień stają się piękniejsze, oczy radośnie roześmiane, a tyłek sexi jak nigdy wcześniej. Gdybym tak miała opisać siebie w ciąży, zwłaszcza zaawansowanej, to moje oczy bardziej przypominały koraliki utknięte w masie solnej, tyłek żył swoim życiem, a cera i włosy według prawideł świadczyły o tym, że pod sercem noszę dziewczynkę ;). Potrzebuję spokoju. To takie egoistyczne, nie? I prawidłowo, bo każdej z nas należy się egoizm. Marzę o czytaniu książki przy nocnej lampce, kiedy moje dzieci już smacznie śpią. A skoro o lampkach mowa, to i lampka wina mi się należy! Chcę też wyjść gdzieś sama bez trzymania ręki na telefonie w razie gdby coś się działo – tak, wciąż to robię. Jeszcze trafiłaby mi się dziewczynka! Za drugim razem na początku lekarz mówił, że będzie dziewczynka. Miała być zatem Hania, Basia albo Zosia. Nastawiłam się na te różowe kiecki, choć rozum prawidłowo podpowiadał, żeby nie spieszyć się z zakupami. Na połówkowym już byłam pewna, że to chłopiec i bardzo się ucieszyłam, że Antek będzie miał brata. Bo ja z tych, co cieszą się z tego, co mają. Córka? Spoko! Syn? Świetnie! Ale jak już jestem mamą tych dwóch chłopaków i wiem o co biega w męskim świecie resoraków, torów i dinozaurów to ciężko byłoby się przestawić na kucyki i robienie bransoletek z różowych koralików. Stereotypowe myślenie, wiem, a jednak co ja bym robiła z córką??? Nie mamy już miejsca w łóżku. Przeprowadzka starszaka do jego łóżka poszła nam bezproblemowo i bezboleśnie, gdy miał dwa lata. Ominęły nas płacze, lamenty i wszystko to, z czym mierzą się często rodzice próbując nauczyć dziecka zasypiania w swoim łóżku. My nie musieliśmy go uczyć, bo poczekaliśmy do odpowiedniego momentu. Po prostu dostał łóżko, po pewnym czasie spodobało mu się na tyle, że sam chciał spać osobno. Na początku jeszcze budził się kilka razy w nocy, upewniał że jesteśmy nadal wszyscy w jednym domu i zasypiał dalej. Nikodem do czwartego miesiąca, kiedy jeszcze mieścił się do przystawianego łóżeczka Chicco, spał niby z nami, ale jakby na uboczu. Po czwartym miesiącu w związku z tym, że dalej karmię, a on urósł – władował się do naszego m2. Zbiegło się to wszystko z przeprowadzką do nowego domu i narodzinami lekkiej zazdrości u starszego. Efektem skumulowania się wszystkich tych rzeczy jest to, że od lewej: Ja, Nikodem, Antek, mąż. „Nie chcę już spać z dziećmi” nie ma żadnej wagi, bo dzieci chcą spać z nami. To nie będzie trwało wiecznie (chyba, że znacie nastolatków, którzy wciąż śpią z rodzicami?) więc póki co im na to pozwalamy. Starszak przychodzi nad ranem, młodszy wiadomo. Myślę, że póki karmię, ten stan rzeczy się nie zmieni, a potem chłopcy będą spali w jednym pokoju – mam nadzieję, że nie moim. I – tak między nami – ja nie miałabym nic przeciwko, ale kupiliśmy sobie łóżko 140cm szerokości, żeb nam wlazło do każdego potencjalnego domu. Na 4 osoby jest ledwo ledwo i nie wyobrażam sobie wciśniętego tam jeszcze jednego niemowlaka. A może…? Ok, jednak nie. Nie chcę mieć więcej dzieci…a Ty? Na Ładne Bebe od lat przyglądamy się macierzyństwu z każdej strony. Rezygnacja z niego też jest takim kawałkiem, który chcemy poznać. Świadoma bezdzietność to jego istotna część. Dlaczego kobiety rezygnują z bycia mamą? Redakcja: Materiał ukazał się w styczniu ubiegłego roku, wracamy do niego, przypominając wasze ulubione publikacje z 2021. Wśród redaktorek Ładne Bebe jako jedyna nie mam dzieci i choć temat rodziny i macierzyństwa mnie fascynuje, nie mam potrzeby zgłębiać go z własnej perspektywy, nie łaknę tego doświadczenia. Coraz częściej obserwuję też, że te bardzo i te trochę bliskie mi osoby również nie planują zostać rodzicami. Trzydziestkę świętowaliśmy kilka lat temu, ale zupełnie nie słyszymy tykania mitycznego zegara biologicznego. Postanowiłam zapytać kilka młodych kobiet, dlaczego zdecydowały się nie zostać mamami. Co nimi kieruje? Czy ta decyzja to synonim egoizmu? A może przeciwnie – to wyraz troski? Czy bycie antynatalistką to zbrodnia przeciw ewolucji i społeczeństwu? Relacje moich bohaterek ułożyłam w formie wielogłosu, byście dojrzeli, że często się przeplatają. Uzupełniam go komentarzem Joanny Frejus – psycholożki zajmującej się wsparciem kobiet w okresie okołoporodowym: kobiet w ciąży i mam małych dzieci, kobiet z doświadczeniem poronienia i tych decydujących się na aborcję. Niechaj słowa terapeutki będę wstępem: Coraz więcej kobiet decyduje się nie rodzić dzieci z jednego, bardzo ważnego powodu. Bo może. WYBIERAM NIEZALEŻNOŚĆ Złośliwi nazywają świadomą bezdzietność wygodnictwem, a nawet egoizmem. Społeczeństwo z jednej strony przyjmuje fakt, że zostajemy rodzicami dużo później niż 30 lat temu, albo w ogóle z niego rezygnujemy, ale komentarze dotyczące rzekomo niezabezpieczonej przyszłości wciąż się pojawiają: Czasem słyszę, że będę żałować swojej decyzji, że kto mi poda tę słynną szklankę wody na starość, że to niedojrzałe czy egoistyczne. Zawsze wtedy podkreślam, że to moje życie i moje świadome wybory, a nie fanaberia, dodając, że nie oceniam cudzych, więc nie życzę sobie, aby oceniano moje. W zasadzie nie muszę się z tego tłumaczyć, ale jeśli mam energię, to staram się to robić, aby coś się zmieniło w powszechnym myśleniu – opowiada Paulina Klepacz, dziennikarka i edukatorka seksualna, współzałożycielka magazynu G’rls ROOM. Trzymając się słownikowej definicji egoizmu: „postawa życiowa nacechowana dbałością, wyłącznie lub przede wszystkim, o własne (bądź osób najbliższych) dobro”, możemy traktować wybór kobiet jako wyraz dbałości o siebie. Sabina Mejer, zajmująca się marketingiem i PR-em, od niedawna prowadząca z mężem agroturystykę w Kotlinie Kłodzkiej, tak wyjaśnia swoją decyzję: Czuję, że mój wybór jest pokierowany trochę kwestią samolubną. Bardzo lubię swoje życie, codzienność, do której tak bardzo się przyzwyczaiłam, przygody, podróże, niezależność. Czuję, że taka mała istota, wobec której musiałabym wszystko przearanżować, stanowiłaby dla mnie zbyt duże wyzwanie. Z drugiej strony, podobno posiadanie dzieci i strach przed samotnością na starość to właśnie samolubność… Słowa Sabiny i Pauliny potwierdza psycholożka Joanna Frejus: Wiele współczesnych kobiet decyduje się, bardzo świadomie, postawić swoje potrzeby, swoją własną niezależność na pierwszym miejscu. Obserwują doświadczenia innych mam w ich otoczeniu, znają opowieści swoich matek i babek, mają świadomość, że zostanie matką powoduje pewne ograniczenia, zamyka drogę do niektórych możliwości – i dodaje: I już słyszę ten protekcjonalny (najczęściej męski) głos, mówiący „Ale przecież tyle możliwości otwiera!”. Być może. Ale nie każda osoba musi mieć potrzebę i ochotę, żeby tego próbować. Idąc dalej tym tropem, niezależność związana z wyborem o niebyciu mamą to także poczucie wolności: Wierzę, oczywiście, że dzieci są ich największą miłością, ale często rozmawiam z mamami, od których ewidentnie wyczuwam minizazdrość, że jestem po prostu WOLNA – mówi Sabina Mejer. Niezależność to też często wybór wspólny, podejmowany w związku: Oprócz kwestii ekologicznych i filozoficznych, sporo mamy drobnych osobistych powodów, jak niechęci do ryzykowania zdrowia ciążą i porodem czy radość z bycia we dwójkę i chęć zachowania tej niezależności osobistej i finansowej, jaką daje bezdzietność – mówi o decyzji swojej i męża Kaya Szulczewska, prokobieca aktywistka, działaczka społeczna i artystka. ŚWIAT TO SŁABE MIEJSCE DO ŻYCIA Myśl o sprowadzeniu na planetę Ziemia nowego człowieka generuje rozmaite lęki – strach przed bólem, trauma, depresja, obawy związane z poronieniem. Motywy kobiet mają naturę emocjonalną i społeczną – obawiają się braku wsparcia. Kamila Raczyńska-Chomyn – instruktorka rekreacji ruchowej i pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka BeBo Trening Dna Miednicy i doula, którą możecie kojarzyć jako edukatorkę Dobre Ciało, tak opowiada o swoich obawach: Jako kobieta w ciąży lękałabym się braku pomocy systemowej i opieki okołoporodowej. Tego, że gdyby nie znajomości, mieszkanie w Warszawie i bycie osobą uprzywilejowaną finansowo, nie mogłabym liczyć np. na regularną i bezpłatną fizjoterapię uroginekologiczną czy wsparcie laktacyjne. Kamila wspomina także o kwestiach ekonomicznych – Bałabym się o swoją karierę zawodową, o to, że jeśli bym wylądowała z maluszkiem w szpitalu, to najpewniej spałabym na karimacie na podłodze przy jego/jej łóżku, a mój mąż musiałby stać się jedynym żywicielem rodziny. Podobne obawy, spotęgowane troską o swój stan psychofizyczny ma edukatorka seksualna Paulina Klepacz: Znam bardzo dobrze swoje ciało, swój stan zdrowia i przypuszczam, że ciąża i poród byłyby dla mnie dużym obciążeniem. Po prostu się tego boję i nie chcę doświadczać. A jeśli dodamy do tego jeszcze słaby stan opieki okołoporodowej w naszym kraju, brak dostatecznego wsparcia dla matek, plus sytuację z aborcją, to naprawdę dla mnie nie są to warunki zachęcające do rozmnażania się. Kamila i Paulina zgadzają się też co do kwestii zawodowej – w ich przypadkach: edukacyjnej i wspierającej – której znaczącą częścią jest właśnie decyzja o nieposiadaniu dzieci. Paulina Klepacz wyjaśnia ją tak: Bardzo cenię sobie moją wolność, spełniam się w pracy zawodowej i w różnych aktywnościach poza nią, np. w szerzeniu seksedukacji. Naprawdę dużo się u mnie dzieje, a ja bardzo to lubię i nie chcę nic zmieniać. Z kolei Kamila Raczyńska-Chomyn jako osoba pracująca w dużej bliskości z kobietami, którym towarzyszy w porodach i połogach, może im przekazać swój czas i energię: Nie posiadając dziecka, mam więcej czasu na pracę, która jest koniec końców pracą opiekuńczą/pomocową i wymaga zasobów, jakie dziecko by mi pochłaniało. Zdecydowanie wolę swoje zasoby inwestować tak, żeby móc wesprzeć wiele osób na wielu polach, a nie nawigować ku dorosłości jedną istotę przez kawał mojego życia. Rozmaite obawy przed urodzeniem nowego człowieka dobrze puentują słowa Kai Szulczewskiej: Wcześniej kłóciły się we mnie dwa odczucia, bo z jednej strony lubię dzieci i fantazjowałam o sobie jako mamie w przyszłości, z drugiej – uważałam świat za słabe miejscem do życia. To przekonanie Kai zostało dawno temu przekute w pogląd filozoficzny, o którym przeczytacie w następnym akapicie. ANTYNATALIZM TO NIE ANTYDZIECIZM Wiele osób myli antynatalizm z bezdzietnością, a bezdzietni mogą jako jeden z głównych powodów swojej decyzji mieć właśnie niechęć do dzieci – wyjaśnia aktywistka Kaya Szulczewska. Czym w takim razie jest groźnie brzmiący antynatalizm? Kaya tłumaczy: to filozofia przypisująca narodzinom negatywną wartość, nie ze względu na niechęć do dzieci, a na filozoficzne stanowisko, które zakłada, że narodziny czy szerzej – powołanie na świat człowieka niesie ze sobą ogrom cierpienia, zarówno dla tego człowieka, jak i istot, które nieuchronnie będzie ranić czy zadawać im cierpienie, poprzez egzystencję, konsumpcję, zanieczyszczenie środowiska itd. Chodzi tu zatem o aspekt moralny, o którym traktuje południowoafrykański filozof i naukowiec David Benatar i który zahacza nieco o filozofię pesymizmu. Filozofowie antynatalizmu mają różne spojrzenia na te kwestię, ale łączy je teza, że lepiej się nie urodzić, niż żyć, ryzykując cierpienie swoje i innych. Jeśli ten pogląd wydaje wam się okrutny, Kaya wyjaśnia: To rozważanie nie dotyczy już istniejącego życia, antynataliści nie są więc za dzieciobójstwem, morderstwem czy samobójstwem, jak niektórzy sugerują, a rozważają czysto potencjalny byt kontra potencjalny niebyt. Antynatalizm nie jest też praktyką bezdzietności, znam rodziców małych dzieci, którzy patrząc na swoje pociechy i ich cierpienie doszli do tej filozofii. Znam rodziców, którzy dochowali swoje dzieci i z dystansu starszego pokolenia patrzą na to wszystko, rozumiejąc, że brak wnucząt, wcale nie jest taki zły, jak powtarzają im koleżanki z klubu seniora. Reasumując: kluczowe w tej filozofii jest przypisanie negatywnej wartości powoływaniu nowych żyć, a nie samemu życiu. Bazą antynatalizmu nie jest też nienawiść do dzieci. A co z nastawieniem do samych matek? Do kobiecych wyborów o rezygnacji z macierzyństwa? Kaya wyjaśnia: Antynatalizm nie jest też dokuczaniem kobietom w ciąży czy mamom małych dzieci. Zdarza się, że antynataliści są mizoginami, dokuczają matkom, ale to mizoginia, a nie antynatalizm. Antykobiece zachowania nie są podstawą tego nurtu filozoficznego, ale niestety mogą przytrafić się bez względu na liczbę potomstwa czy wyznawaną filozofię życia. Żyjąc w patriarchacie, ludzie często nieświadomie powielają mizoginię, zakładając na nią różne maski. WYBIERAM BEZDZIETNOŚĆ, BO DBAM O PLANETĘ Coraz częściej rezygnacja z macierzyństwa czy ojcostwa jest łączona z kryzysem klimatycznym. Bank Światowy ocenia, że jedna osoba wytwarza średnio emisję 5 ton dwutlenku węgla rocznie, Amerykanie – trzy razy tyle. Na portalu czytam, że badania Guardiana wykazują, iż posiadanie jednego dziecka mniej zapobiega emisji około 58 ton dwutlenku węgla rocznie. Ślad węglowy to jedno, ale na świecie jest nas po prostu za dużo – prawie 8 miliardów ludzi, podczas gdy Matka Ziemia może utrzymać jakieś 1,5 miliarda. O niszczeniu planety i o tragicznej wizji jej przyszłości opowiada z czułością i smutkiem sir David Attenborough. Motywacja antynatalizmu jest dziś też coraz częściej związana z dbałością o planetę, upraszczając: nie chcę sprowadzać na ten przeludniony świat kolejnych osób. Wbrew pozorom, może ona być też wyrazem ogromnej troski: nie chcę sprowadzać dziecka na świat, o którym nie wiemy, jak będzie wyglądał za kilkadziesiąt lat – wyjaśnia psycholożka Joanna Frejus. Każda z moich rozmówczyń odniosła się wyraźnie do tej kwestii. Kamila mówi o swoich obawach: Bałabym się, że musiałabym patrzeć, jak moje dziecko rośnie i dojrzewa na planecie, która ledwo zipie przez nasz gatunek i dodaje: uważam, że sprowadzanie na świat nowych ludzi w dobie kryzysu klimatycznego i migracyjnego jest co najmniej niewłaściwe. Jest nas za dużo na kuli ziemskiej, nasz gatunek rozpanoszył się i będziemy ponosić konsekwencje naszych egoistycznych działań. O przeludnieniu jako jednym z głównych motywów opowiada też Sabina Mejer: Współczesnym, największym zagrożeniem dla świata są ludzie i to, co wyrządzamy naszym ciągłym, niepohamowanym rozpychaniem się Planecie. Jest nas po prostu za dużo! Jaką przyszłość mamy dać dzieciom w świecie, który naprawdę zaraz przestanie istnieć w takiej formie, jaką znamy dziś? Kamila Raczyńska-Chomyn, fot. Monika Woreta-Jupa Wszystkie rozmówczynie traktują ten temat dwojako: myśląc o dobru Matki Ziemi i trosce o sprowadzanemu na świat człowiekowi. Sabinie i Kamili wtóruje Paulina: Rzeczywistość, w której żyjemy, nie jest przyjazna, stoimy u progu katastrofy klimatycznej. Nie chciałabym skazywać mojego potomstwa na życie w złych warunkach i pogarszać jego istnieniem stanu Ziemi. Powstają już oficjalne grupy zrzeszające osoby świadomie rezygnujące z rodzenia dzieci, jak BirthStrike, na Instagramie pojawił się też #birthstrike – to wyraz lęku przed klimatycznym armagedonem. Nieposiadanie dzieci nie jest już kwestią tabu, nie jest też pejoratywnie rozumianym egoizmem, ba – można o nim mówić w kategoriach altruizmu. Kaya Szulewska argumentuje: Nie chcę tworzyć nowego konsumenta, nawet gdyby potencjalnie miał wynaleźć sposób na rozkładanie plastiku czy samochody zasilane wodą. Tutaj, gdzie żyjemy, naprawdę konsumpcja jest nieuchronna i w moim odczuciu wybór bezdzietności jest wyborem ekologicznym. Młode kobiety zupełnie serio traktują temat kryzysu klimatycznego w kontekście powiększania się liczby ludzi, na który mają – cząstkowy indywidualnie, ale zbiorczo ogromny – wpływ. Kaya Szulczewska pyta: Czy miałabym powiedzieć dziecku „Sprowadziłam cię na świat, bo byłam ciekawa, czy będziesz mieć oczy zielone po mamie, czy niebieskie po tacie, a na katastrofę klimatyczną zamknij te piękne oczy i idź dalej”. NIEMAMA KONTRA RESZTA ŚWIATA Jak na decyzję moich bohaterek reagują ich bliscy: przyjaciele, znajomi i rodzina? Chyba mam olbrzymie szczęście, ale jakoś przypadkowo w moim życiu ułożyło się tak, że większość moich bliskich znajomych również nie ma dzieci z wyboru. Mam też bardzo, bardzo wspierającego męża, który akceptuje moją decyzję i póki co jesteśmy bardzo szczęśliwi w dwójkę – mówi Sabina Mejer. Ciekawa jest też perspektywa rodziców, szczególnie w przypadku Pauliny Klepacz, która nie ma rodzeństwa: Moi rodzice są pogodzeni z tym, że nie będą mieć wnucząt – choć chcieliby – tym bardziej że jestem jedynaczką. Mają swoje pasje i aktywności po pracy, są w bliskim kontakcie z dzieciakami z naszej rodziny, więc nie narzekają. Dla nich najważniejsze jest to, żebym była szczęśliwa, więc wspierają mnie w moich wyborach, za co jestem im bardzo wdzięczna. Z podobnym wsparciem od bliskich spotyka się Kaya Szulewska, która od kilku lat otwarcie mówi o swojej bezdzietności, także publicznie – na Instagramowym koncie @kayaszu. Bardziej kontrowersyjne są reakcje, z którymi spotyka się online: Jeśli są jakieś uwagi, jakieś docinki, to najczęściej od nieznajomych w internecie, którzy radzą mi się zabić albo piszą, że będę żałować. W rodzinie już każdy pogodził się z naszą decyzją. Mąż zrobił kilka lat temu wazektomię, o czym też bez ogródek mówimy, więc decyzja wydaje się na tyle dobrze przemyślana i nieuchronna, że ludziom odechciało się nas nagabywać o dzieci. Nurtujące jest też, jak kobiety, które nie chcą mieć dzieci, oceniają mamy – czy ich niechęć do posiadania potomstwa przekłada się na negatywny odbiór macierzyństwa? Kaya uważa, że nie można wrzucać wszystkich decyzji do jednego worka. Według niej egoistami są rodzice, którzy decydują się na dzieci z egoistycznych powodów, reszty stara się nie oceniać, biorąc pod uwagę, że sporo ludzi nie zastanawia się nad pobudkami, kierując się na przykład presją społeczną. Bierze też pod uwagę kwestie religijne czy aksjologiczne – rodziców, którzy danie światu nowego człowieka traktują altruistycznie. Kamila odpowiada z perspektywy osoby towarzyszącej kobietom podczas porodu i połogu: Uważam, że nie powinno się rodzić więcej ludzi, ale jeśli ktoś podejmuje decyzję o zastaniu rodzicem, to ja zrobię, co w mojej mocy, żeby to doświadczenie było dobre i godne. Żeby poród i połóg nie był traumą, żeby doświadczenie poronienia nie zostawiło po sobie zespołu stresu pourazowego i żeby każda rodząca osoba czuła, że nie idzie w ten żywioł sama. * Wiemy, że Ładne Bebe czytają też kobiety, które nie są (jeszcze) mamami. Cieszy nas to, że do nas zaglądacie! Czy wśród was są osoby, które świadomie zrezygnowały z macierzyństwa? Pokażcie się, dajcie znać, co wami kieruje – chętnie się temu przyjrzymy. Ostatnio na InstaStories Weronika Truszczyńska poruszyła temat nieposiadania dzieci. Podzieliła się swoimi przemyśleniami, a my chcielibyśmy je przywołać, bo uważamy, że to bardzo ważny i potrzebny głos, który może niektórym trochę otworzyć oczyPosiadanie dzieci - niby "oczywista" sprawa. Pewnie jak większość dwudziestolatków na wszelkich rodzinnych imprezach najpierw zderzacie się z pytaniem o "partnera_kę", a zaraz potem, gdy tylko zaspokoją ciekawość w tej kwestii, pojawia się pytanie o dziecko. Na szczęście w dzisiejszych czasach odpowiedź nie jest już tak czy chcemy mieć dzieci, jest tylko naszym wyborem. Zamiast oceniać – wspierajAntysemityzm i homofobia to nie "opinie". Obrońcy modelki-faszolki chyba nie wiedzą, co pisząInfluencerki wrzucają informacje o wojnie w Ukrainie i narzekają na ucięte zasięgi. SERIO?Nie tylko Martin Stankiewicz. Youtuberzy, którzy przestali nagrywaćSprawdziłem, jak smakuje Blow Burgers. Nie zostanę lojalnym klientemChevronCoraz więcej osób otwarcie mówi o tym, że dzieci nie chce, nie planuje i wcale w związku z tym "brakiem" nie odczuwa żadnego żalu. Dobrym przykładem może być chociażby Ewa Chodakowska. Ostatnio swoimi przemyśleniami w tym temacie, na swoim InstaStories, podzieliła się także Weronika zrozumiała, że nie chce mieć dzieci?Może zacznijmy od tego, że Weronika miała to szczęście, że chyba w odróżnieniu od znacznej większość z nas, dorastała w przekonaniu, że posiadanie dzieci nie jest jej nie wmówił, że każdy musi mieć dzieci, a jak mówi na swoim Stories - o tym, że ich nie chce, zaczęła mówić już w wieku mniej więcej 14 lat. Wtedy ta "niechęć" wynikała po prostu z tego, że Weronika nie lubiła dzieci."Na początku to było spowodowane tym, że ja dzieci po prostu nie lubiłam i kontakt z jakimś niemowlakiem z rodziny nigdy nie wyzwalał we mnie jakichś pozytywnych emocji tylko raczej to było w drugą stronę. Raczej mnie te dzieci irytowały".Nie zmienia to jednak faktu, że też wtedy słyszała te powtarzające się teksty o "instynkcie macierzyńskim". Wszyscy mówili, że w końcu jej się to zmieni. Ta odrobinę jednak natrętna postawa - umówmy się, że gdy się ciągle słyszy takie teksty, to można się nimi po pewnym czasie w końcu zmęczyć - trochę odpowiada za jej dzisiejsze, bojowe nastawienie do Truszczyńska ( Weronika Truszczyńska)Co stoi za jej decyzją?Weronika po prostu nie chce rezygnować z tego, co ma. Lubi swoje aktualne życie i na tej liście "zysków" i "strat" wciąż wychodzi jej, że posiadanie dziecka więcej jej zabierze, niż da. Poza tym - może w przeciwieństwie do niektórych osób - wie, że powołaniem każdej kobiety nie jest urodzenie i wychowanie dziecka."Ja przyznaję, że czuję się szczęśliwa i zadowolona z miejsca, w którym jestem w życiu. Robię dużo fajnych rzeczy, spełniam się podróżniczo i zawodowo i nie chcę z tego rezygnować na rzecz tego, żeby mieć więcej przestrzeni dla potencjalnego dziecka".Poza tym, a może przede wszystkim, Weronika wciąż nie lubi dzieci. I zanim ktoś tu się oburzy, że: "Jak można nie lubić dzieci! Przecież one są takie słodkie!", chciałabym zaznaczyć, że to nie jest jakaś przyjęta reguła. To, że większość społeczeństwa tak uważa, a może raczej utrwaliło się, że tylko takie przekonanie jest "normalne" i "słuszne", nie oznacza, że wszyscy muszą tak Truszczyńska ( Weronika Truszczyńska)Można tego żałowaćOstatnio ten temat poruszyła też Agnieszka, czyli Kundelek na biegunie (jej konto jest chyba prywatne, więc żeby dotrzeć do tego postu, musicie zaobserwować jej profil. Warto to zrobić, naprawdę. Jej profil jest bardzo ciepły, kojący i życiowy).W każdym razie Agnieszka w swoim poście dotyczącym tematu poruszanego przez Weronikę, pisze o tym, że widzi też coraz częściej odważnych rodziców, którzy przyznają, że nie zdecydowaliby się na taką decyzję ponownie. Wiecie, wydaje mi się, że bardzo długo pokazywano nam, właściwie chyba nawet wmawiano, że posiadanie dzieci jest jedyną słuszną drogą. Trzeba spłodzić tego syna, posadzić drzewo i wybudować dom. I w tym domu też oczywiście musi mieszkać mężczyzna z kobietą, bo to: "jedyny, słuszny model".Na szczęście czasy się trochę zmieniły i wiemy już, że rodzinę tworzą kochający się ludzie, a nie płcie. Wiemy już też, że rodzicielstwo to nie tylko piękne chwile, zabawy w chowanego i momenty takie jak ten, w którym pierwszy raz słyszy się "mamo" czy "tato". Może jednak przede wszystkim wiemy już, że ta ścieżka nie musi nam odpowiadać. Wszystko zależyJasne, pewnie dla niektórych bycie rodzicem to marzenie. Pewnie niektórzy naprawdę tego chcą i czują się na to gotowi. Nie każdy jednak musi utożsamiać się z takim podejściem. Ja np. obecnie też nie zdecydowałabym się na dziecko i to nie dlatego, że ich nie moim przypadku dużą rolę odgrywa aspekt ekologiczny - tutaj mogę polecić ten tekst, gdyby ktoś chciał zrozumieć, jakie obawy mogą się z tym wiązać. Poza tym bardzo lubię swoje aktualne życie i nie czuję się na to ani psychicznie, ani finansowo gotowa na takie że to też z tego wynika ta duża zmiana w myśleniu o posiadaniu dzieci. Wydaje mi się, że moje pokolenie jest już jakoś bardziej świadome tego, że za takie dziecko jest się odpowiedzialnym do końca życia i że trzeba być na nie po prostu psychicznie i finansowo gotowym. Tak, żeby nie przerzucać na nie swoich ambicji, traum, żeby mu po prostu zagwarantować dobre, pełne miłości Truszczyńska (Weronika Truszczyńska, ci szklanki wody na starość nie poda"Weronika zwraca też uwagę na ten powracający i bardzo moim zdaniem nieodpowiedziany tekst: "Urodzisz, to pokochasz". No tylko wiecie, nie zawsze tak jest. Nie zawsze darzy się to dziecko takim uczuciem, jakim się "powinno". Wydaje mi się, że też pod tym względem decyzja Weroniki jest bardzo dojrzała. W końcu dziecko nie ma nam niczego w życiu "udowodnić" czy "dodać". Z tym podejściem łączy się też chyba ten tekst: "Nie będzie miał Ci kto szklanki wody podać na starość". Musimy chyba w końcu zrozumieć, że dzieci nie zaciągają u rodziców żadnego "długu", nie są im niczego winne. To oddzielne byty, oddzielne jednostki, które mają prawo żyć po Truszczyńska ( Weronika Truszczyńska)Każdy może zdecydować samOczywiście tyle jest spojrzeń na ten temat, ilu jest ludzi. Nie ma niczego złego w chęci posiadania dzieci i nie ma też niczego złego, jeśli się ich po prostu nie chce. Kluczowe jest chyba też zapytanie samego siebie o to, czego się chce, co się w tym temacie czuje. Na to zwraca też uwagę Weronika:"W mojej głowie macierzyństwo nie jest dla mojego życia żadną wartością dodaną, a jakby sumując plusy i minusy to w moim przypadku raczej ujemną. Ale to każdy powinien sam sobie to "policzyć", czyli przemyśleć".Mogę tylko na koniec dodać, że cieszę się, że żyje w czasach, w których można już o takim podejściu w miarę otwarcie mówić. Jasne, wciąż spotyka się to z dość dużym niezrozumieniem, ale przynajmniej powoli przestaje być to tematem tabu. Zgadzam się też z Weroniką, która mówi, że: "życie jest o tym, żeby samemu być szczęśliwym i robić rzeczy w zgodzie ze sobą". 16 czerwca 2014 Coraz rzadziej decydujemy się na posiadanie dziecka. Aby nie dochodziło do wyludnienia, jedna Polka powinna urodzić co najmniej dwójkę dzieci Według najnowszego raportu Europejskiego Biura Statystycznego – Eurostat w 2060 roku liczba ludności w Polsce zmniejszy się z 38 mln do 33 mln Główny powód jest jeden – coraz rzadziej decydujemy się na posiadanie dziecka. Aby nie dochodziło do wyludnienia, jedna Polka powinna urodzić co najmniej dwójkę dzieci. Dziś na każdą z nich przypada 1,3 dziecka i ten wskaźnik będzie raczej spadał. Rodzi się zatem pytanie, co jest tego przyczyną? Przecież dzieci to tyle szczęścia, miłości, sens życia, prawda? Tak, jest jednak warunek- trzeba je najpierw mieć aby przyznać mi rację. Ci którzy dopiero stoją przed wyborem założenia rodziny, nie za bardzo się śpieszą. Osoby bezdzietne coraz częściej stawiają na wolność, karierę i samorealizację. Niby chcą mieć dzieci, ale jeszcze nie teraz. Najpierw muszą zapewnić solidne fundamenty pod założenie rodziny, czyli dobrą pracę, odpowiedniego partnera etc. Nie byłoby w tym nic złego. Lepsze takie podejście niż wkroczenie w dorosłość bez żadnego przygotowania. Nie mniej jednak jak już wciągnie nas wir dzisiejszego konkurencyjnego świata stawiającego 'ja’ na pierwszym miejscu, to w miarę upływu czasu coraz trudniej będzie nam podjąć decyzję o dziecku. Po prostu zdominuje nas uczucie ciągłego braku czasu. Powicie nowego życia zaś będzie ostatnią rzeczą jaką będziemy chcieli zrobić. W konsekwencji odkładamy decyzję o dziecku w nieskończoność, bo nigdy nie nastanie to „dobry moment”. W taki sposób społeczeństwo się starzeje, a przyrost naturalny jest ujemny. Kiedy w końcu małżeństwo zdecyduje się na jedno dziecko, często to jedno stanie się ostatnim. Mamy już za sobą kilka lat poświęceń, ciężkiej pracy i teraz chcielibyśmy znowu się wysypiać, nie musieć ciągle pilnować malucha czy pomagać mu w każdej czynności. Spełniliśmy swój obywatelski obowiązek. Spłodziliśmy potomka i teraz możemy odetchnąć. Jest to oczywiście dość egoistyczne podejście. Po pierwsze jedno dziecko nie uratuje społeczeństwa przed kurczeniem. Po drugie, co ważniejsze, nasze dziecko będzie samo. Oczywiście będzie miało rodziców, dalszą rodzinę, kolegów. Jednak posiadanie rodzeństwa, to jest coś czego się nie da zastąpić. Więź łącząca braci, siostry jest wyjątkowa. Razem się rozwijają, poznają świat. Razem stawiają czoła problemom, wspierają. Razem knują przeciwko rodzicom i kryją kiedy drugie coś nabroi. Naprawdę warto zapewnić dziecku takiego kompana przez życie. O posiadaniu więcej niż dwójki dzieci nie będę się na razie wypowiadał. Są różne zdania na ten temat. Jedni mówią, że im więcej tym lepiej. Inni, że różnica pomiędzy trójką a dwójką jest taka jak pomiędzy jednym, a dwoma razy dwa. Wierzę na słowo. Nie warto zwalać jednak całej winy na nas rodziców, że nie chcemy mieć dzieci, czy więcej dzieci. Z pewnością duży wpływ na tego typu decyzje ma miejsce w którym żyjemy. Powiedzmy sobie szczerze wsparcie dla rodzin z dziećmi, traktowanie ciężarnych, system edukacji, czy ogólnie warunki życia w Polsce słabo motywują do powiększania rodziny. Jednak to się raczej szybko nie zmieni i nie ma co narzekać. Cóż mogą poradzić Wam na zakończenie. Na pytanie czy warto mieć dzieci, odpowiem: TAK! nie ma co do tego wątpliwości. Mimo trudności i wyzwań które się z tym wiążą, nagroda jest nieporównywalnie większa. Czy warto mieć więcej niż jedno dziecko? : TAK! Obserwowanie jak rozwija się więź między rodzeństwem jest bezcenne. Wręcz chcesz aby kochali się nawzajem bardziej niż rodziców. Dwójka to prawdziwe spełnienie, dwie połówki, komplet. Także, do roboty! PT

nie chcę mieć więcej dzieci